Pompeje: świadectwo Polki podczas wizyty Papieża
Piotr Kowalczuk
Dworzec główny w Neapolu
Wiktoria przybyła 35 lat temu do Włoch w poszukiwaniu pracy, ale dotknęła ją choroba. Na długi czas dołączyła do bezdomnych, koczujących na neapolitańskim dworcu głównym. Afrykańska migrantka poinformowała ją, że co tydzień grupa wolontariuszy przybywa na neapolitański dworzec rozdając posiłki, kołdry i lekarstwa. Tak poznała Renatę. Gdy przeszła operację kostki, zabrała ją do domu opieki w kompleksie pompejańskiego sanktuarium „Świętej Marii od Drogi”.
Dom opieki
Wiktoria przebywa w nim od 4 lat: „Przydarzyły mi się rzeczy niewyobrażalne. Doświadczyłam prawdziwej miłości. Czułam się jak w rodzinie od pierwszego dnia. Otaczały mnie uśmiechy. Poznałam tam swoich przybranych wnuków, Costantino i Stefano. Stali się jednym z filarów mojego życia. Dziękuję Bogu, że mogłam trafić do tej społeczności. Przekonałam się, że rodzina to nie tylko ludzie, których łączą więzy krwi, to także wspólnota, którą łączy wiara w Jezusa, jedyne źródło niewyczerpanej miłości”. Wiktoria powiedziała, że wiara zbawiła ją psychicznie i fizycznie, za co jest nieskończenie wdzięczna Matce Bożej Różańcowej.
Płacz i Jan Paweł II
Polka wspomniała też o swoim spotkaniu ze św. Janem Pawłem II w Polsce, gdy była małą dziewczynką: „Doznałam uczuć nie do opisania. Płakałam przez dwa dni bez żadnego powodu. Teraz znów płaczę, gdy poczułam, że wszystkie moje modlitwy zostały wysłuchane”.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś ten artykuł. Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się na newsletter klikając tutaj.