Trzy lata po rozbiciu łodzi z migrantami. „Nie milczeć”
Beatrice Guarrera – Watykan
Zapach benzyny, zniszczona łódź, ciała w morzu, ciemność, śmierć. Na plaży w Steccato di Cutro wciąż żywe i bolesne jest wspomnienie nocy sprzed trzech lat, kiedy doszło do katastrofy jednostki przewożącej migrantów, kilka metrów od wybrzeża Kalabrii. Zginęły 94 osoby, w tym 35 nieletnich.
To dzień, który na zawsze pozostanie w pamięci lokalnej wspólnoty i nie tylko, ze względu na ogrom dramatu przeżytego przez ocalałych oraz wielką liczbę ofiar śmiertelnych. Łódź „Summer Love”, która wypłynęła z Turcji, przewoziła co najmniej 180 osób pochodzących z Afganistanu, Iranu, Syrii i Pakistanu. Szukali oni pokoju, przyszłości i nadziei, lecz w większości znaleźli śmierć po uderzeniu w mieliznę blisko brzegu. Liczba zaginionych pozostaje nieznana.
Masakra, która trwa
„Na plaży w Steccato di Cutro rybacy byli pierwszymi, którzy ruszyli na pomoc - ratowali, a także trzymali w ramionach umierających mężczyzn, kobiety oraz tak wiele dzieci i młodych ludzi” - opowiada s. Loredana Pisani, świadek wydarzeń i dyrektor biura Fundacji Migrantes archidiecezji Crotone-Santa Severina.
Potem rozległy się syreny, pojawiły się latarki, karetki pogotowia, a piasek pokrył się białymi prześcieradłami ułożonymi jedno obok drugiego. Przez wiele kolejnych dni cała lokalna społeczność mobilizowała się, by nieść pomoc i zbierać ciała, które morze oddawało, aby zapewnić im godny pochówek.
Zakonnica wspominała te tragiczne chwile także podczas celebracji, którą archidiecezja rozpoczęła w tym roku okres Wielkiego Postu.
Przerwane życia
„Szpitalny Oddział Ratunkowy został zalany ludzką falą, niespodziewaną w zwykłą lutową niedzielę. Nie było jednak hałasu ani zgiełku, lecz ogłuszająca cisza. Tylko z jednego pomieszczenia dochodziły rozdzierające krzyki” - kontynuuje s. Pisani.
To była Leila, afgańska kobieta pokryta piaskiem i benzyną, ranna i majacząca, wołająca swoje troje dzieci. Dwoje z nich zmarło tej nocy. Wiele innych istnień zostało przerwanych; ostatnie pożegnanie odbyło się podczas ceremonii pogrzebowej w Palamilone w Crotone.
„Poprzez moją posługę diecezjalną jako dyrektor Migrantes walczę i walczymy każdego dnia, aby potwierdzać godność każdej istoty ludzkiej”.
Zauważa jednak, że „masakra w Steccato di Cutro nie skończyła się wraz z ostatnią trumną. Morze wciąż oddaje ciała na nasze kalabryjskie i sycylijskie plaże, na brzegi Morza Śródziemnego”.
„Masakra w Steccato di Cutro trwa każdej nocy, w każdej fali, w każdej ciszy, która oznacza odwracanie twarzy od tych, którzy wyciągają rękę, błagając o pomoc i nadzieję” - podkreśla s. Pisani.
Odpowiedzialność każdego człowieka
Tamten katastrofalny wypadek sprzed trzech lat jest „otwartą raną” w pamięci ludzi - wyjaśnia arcybiskup Alberto Torriani, metropolita Crotone-Santa Severina.
Właśnie po to, by na nowo podjąć refleksję nad tą tragedią, zdecydowano się rozpocząć drogę wielkopostną na plażach Cutro, gromadząc całą diecezję na chwili modlitwy i pamięci.
„Wydaje się, że te tragedie niewiele nas uczą” - dodaje arcybiskup. Stąd potrzeba powrotu do refleksji nad odpowiedzialnością każdego człowieka „za nienawiść, która coraz bardziej wkrada się w relacje między ludźmi”.
Wezwani, by „nie odwracać głowy”
Do refleksji wzywa dziś paląca aktualność - podkreśla arcybiskup Claudio Maniago, metropolita Catanzaro-Squillaceoraz wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Kalabrii - nawiązując do ciał odnalezionych w ostatnich dniach na wybrzeżach.
„W świetle tych odkryć jesteśmy mocno wezwani, by nie odwracać głowy w drugą stronę”, ponieważ ten dramat niestety trwa nadal. „Stąd jako biskupi Kalabrii czujemy obowiązek podnieść głos w tej ciszy, aby uświadomić, że są bracia i siostry poszukujący godnego życia” – dodaje abp Maniago.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś ten artykuł. Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się na newsletter klikając tutaj.