Olena – z Włoch na Ukrainę, by być blisko umierających na froncie
Svitlana Dukhovych – Watykan
Od 2008 roku Olena mieszkała we Włoszech. Po siedmiu latach wróciła na Ukrainę, potem ponownie wyjechała do Włoch. Jednak wraz z wybuchem wojny na pełną skalę poczuła wyraźnie, że jej miejsce jest w ojczyźnie.
Rankiem w dniu inwazji rosyjskiej Olena odebrała telefon od matki: „U nas zaczęła się wojna”. Zaproponowała matce i całej rodzinie przyjazd do Włoch, lecz usłyszała stanowczą odmowę. Te słowa stały się dla niej impulsem do powrotu na Ukrainę. Mimo braku transportu dotarła przez granicę i niemalże pieszo doszła do Lwowa, mijając tłumy uchodźców. Wkrótce zgłosiła się do wojskowej komendy, a 23 marca trafiła do nowo formowanej brygady. Do dziś służy jako starsza pielęgniarka w oddziale ewakuacyjnym.
Siła, która pochodzi od Boga
„Ludzki ból jest o wiele głębszy niż sobie wyobrażałam. Kiedy widzisz człowieka bez rąk czy bez nóg, to już jest bardzo trudne. Ale gdy widzisz to kilka razy dziennie – staje się to naprawdę ciężkie. A to dopiero początek” – wyznaje. Pośród tego wszystkiego dostrzega źródło siły, które przekracza ludzkie możliwości. „To tylko Bóg daje mi tak wielką siłę” – mówi.
Powierza swoje życie opatrzności Bożej. Niedawno, 9 października, nalot zniszczył ich mobilne centrum medyczne. „Dwie minuty wcześniej wyszłam stamtąd. Potem wszystko zostało zniszczone” – wyznaje.
„Dziękuję”
Olena z wielkim wzruszeniem wspomina rannych, którym pomagała na froncie. Dla niej najpiękniejszy moment to ten, gdy słyszy: „Dziękuję”. „Nie da się tego opisać słowami. To coś bardzo szlachetnego”. Praca na froncie niesie widoczne i głębokie cierpienie. „Trudno patrzeć na człowieka, który traci rękę albo nogę. Ale dla mnie najcięższe jest to, gdy żołnierze tracą wzrok. Gdy przywożą rannego, który mówi: ‘Nic nie widzę. Może później zobaczę’, a ty widzisz obrażenia i wiesz, że już nigdy nie odzyska wzroku… to bardzo bolesne, bo nie możesz go pocieszyć”.
Wychwalać narodziny Jezusa
Wiara towarzyszy Olenie każdego dnia na froncie. „Bardzo wierzę w Boga. Wierzyłam w Niego także przed wojną”. Gdy staje wobec tragedii, których nie potrafi zaakceptować, zwraca się do Niego: „Czasem mówię: ‘Dlaczego ten chłopak nie przeżył? Był taki młody’”. Wie jednak, że Bóg ma swoje plany: „To trudne do zrozumienia, ale Bóg ma swoje zamysły”.
Okres Bożego Narodzenia skłania Ołenę do myśli o rodzinie. Czuje ciężar ich troski, ale stara się chronić ich spokój. „Często rozmawiamy przez wideorozmowy, ale nie chcę opowiadać wszystkich szczegółów, żeby nie zadawać im jeszcze większego bólu”. Siłę daje jej modlitwa małej siostrzenicy: „Ciociu, niech Bóg chroni ciebie i wszystkich tam”. „Modlitwa dzieci jest bardzo ważna” – podkreśla.
Nawet w czasie wojny Olena i jej towarzysze znajdują chwile nadziei i duchowości. „Każdego roku przygotowujemy kutię. Pewnego roku nawet śpiewaliśmy kolędy. Choć daleko od domowej, rodzinnej atmosfery, Olena dostrzega łaskę bycia z tymi, którzy stali się jej nową rodziną. „To powód do wielkiej wdzięczności wobec Boga za tę możliwość”.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś ten artykuł. Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się na newsletter klikając tutaj.