Studnia nadziei – z Rokitna do Czadu
ks. Marek Weresa – Watykan
Śpiewające serca i otwarte dłonie
W niewielkiej parafii pw. Trójcy Świętej w Rokitnie, gdzie liczba wiernych wynosi ok. 1200 osób, od kilku lat dzieje się coś wyjątkowego. Kolędnicy misyjni – dzieci, młodzież i dorośli – nie tylko odwiedzają domy z radością i śpiewem, ale także zbierają datki na budowę studni w Czadzie. „Zaczęło się cztery lata temu od grupki dzieci ze szkoły podstawowej. Potem dołączyli dorośli – i tak z roku na rok ta akcja się rozrastała” – opowiada ks. Stanisław Tymoszuk, proboszcz parafii.
Kropla po kropli albo grosz do grosza
W styczniu tego roku dzięki ofiarności mieszkańców Rokitna udało się zebrać około 10 tys. złotych – to wystarczy na trzecią już studnię w Czadzie. W sumie parafianie przeznaczyli już prawie 40 tys. złotych na ten cel. Środki trafiają bezpośrednio do ks. Edwarda Ryfy, misjonarza z diecezji rzeszowskiej, który od blisko 30 lat posługuje w kraju, gdzie dostęp do wody pitnej wciąż jest dramatycznie ograniczony. Każda studnia otrzymuje swoją nazwę – poprzednie nosiły m.in. imiona Męczenników z Podlasia czy Dobrych Serc. Ta najnowsza – jeszcze czeka na wybudowanie i „chrzest”.
Misje z twarzą i imieniem
„Ludzie widzą, że pieniądze trafiają bezpośrednio tam, gdzie trzeba. Ks. Edward przysyła zdjęcia, a my pokazujemy je na ekranie w kościele; to buduje zaufanie i osobisty związek ze sprawą” - wskazał ks. Tymoszuk. Kolędowanie w Rokitnie to dziś nie tylko forma zbiórki, ale też lokalna tradycja i święto wspólnoty – wspólne śpiewanie kolęd, rozmowy, poczęstunek i moment refleksji. To również przestrzeń edukacji – o realiach życia na innym kontynencie, o potrzebach i o naszej zdolności dzielenia się dobrem.
Z Rokitna w świat – w duchu solidarności
To nie tylko studnie – parafianie pomogli też w zakupie motoru dla innego misjonarza, wysyłali konserwy, środki higieniczne i ofiary indywidualne. „W ludziach zrodziła się potrzeba pomocy, bo mamy świadomość, że nam się żyje naprawdę nieźle. A skoro tak, to warto się podzielić” - dodaje proboszcz. Zwykła, mała parafia na „krańcu” Polski stała się centrum realnej, misyjnej pomocy, udowadniając, że każdy może wlać choć jedną „kroplę nadziei do studni życia”.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś ten artykuł. Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się na newsletter klikając tutaj.